Magazyn Wine and You

Magazyn Wine And You

Nr 2/2015 listopad

Magazyn Wine And You - Nr 2/2015 - listopad

Coś dzieje się

na Bliskim Wschodzie

Wciąż coś dzieje się na Bliskim Wschodzie! Nie miejsce tu jednak na ponure doniesienia. Chcemy zaprosić was na wyprawę w przeszłość, bo to właśnie tam wszystko się zaczęło…

Właściwie to tam, na Bliskim Wschodzie, ruszyła nasza cywilizacja, tam udomowiono rośliny i zwierzęta. Również tam w bardzo zaawansowany sposób rozwinięto kaukaski pomysł, polegający na produkowaniu alkoholu z winogron!

Kołem zamachowym rozwoju są migracje. A na Bliskim Wschodzie krzyżowały się wszystkie ważne szlaki wędrówek pierwszych pasterzy, a potem rolników i hodowców szukających lepszych warunków do życia dla siebie i swoich trzód.

Ci pierwsi, z natury zawsze mobilni, drudzy zaś raczej zasiedziali, bardziej zasobni w wiedzę i umiejętności kojarzone z cywilizacją. Ponieważ produkcja wina wymaga miejsca, czasu i doświadczenia, zajęli się nią właśnie rolnicy.

Gwałtowny rozwój miast na terenie starożytnej Mezopotamii zawdzięczamy rzeszy pracujących w polu ludzi, którzy dzięki udoskonalanym technikom upraw zaczęli produkować nadwyżki żywności. Ich głównym zajęciem była uprawa zbóż, jednak rolnicy mieszkający na obrzeżach doliny Tygrysu i Eufratu, uprawiali też winorośl i produkowali z niej wino. Płody rolne, których zużycie przekraczało własne potrzeby wymieniali na brakujące im towary. Kurs wymiany wina był bardzo atrakcyjny, a zapotrzebowanie na alkohol rosło z oczywistych powodów dość szybko.

Napój z gór

Zbocza Gór Kaukazu, Taurusu, Libanu i Zagrosu, okalające Mezopotamię od zachodu, północy i wschodu, charakteryzowały się dogodnymi warunkami dla występowania dzikiej winorośli. Pomysł, aby zacząć robić z niej wino przynieśli ze sobą emigranci z północy.

Na przestrzeni kilku tysięcy lat, w wyniku sztucznej selekcji, powstał gatunek Vitis vinifera vinifera, winorośl udomowiona. To z niej produkuje się dziś 99% wina na świecie.

Ludy kaukaskie wędrowały na południe i przekazały miejscowej ludności wiedzę o produkcji wina. Mieszkający na terenach pozbawionych możliwości uprawiania winorośli też chcieli pić wino, więc rynek zbytu był potencjalnie ogromny.

Wino było bardzo cennym towarem handlowym. Im dalej od miejsca produkcji, tym cena była wyższa. O jakości transportowanego na duże odległości wina w wysokiej temperaturze lepiej nie wspominać, ale początki zazwyczaj nie są idealne. Z racji ceny tylko elita mogła sobie pozwolić na zainteresowanie tym rodzajem alkoholu. Reszcie społeczeństwa musiało wystarczać słabe i gęste piwo jęczmienne.

Początkowo nasza wiedza o winie w miastach Mezopotamii w IV tysiąclecia p.n.e. opierała się wyłącznie na tekstach. Były to głównie spisy i inwentarze pisane na glinianych tabliczkach klinowych. Z czasem pojawiły się teksty religijne, kroniki królewskie i eposy o mitycznych bohaterach. W tych bardziej wyszukanych utworach wino określano synonimem, „napój z gór”, co pokrywa się z naszą wiedzą o pierwszych centrach produkcji.

Z rozkazu pałacu i świątyni

Pierwsi kupcy wina byli urzędnikami państwowymi, którzy na rozkaz króla lub świątyni ruszali karawaną osiołków w górskie tereny. Mezopotamia jest uboga w surowce naturalne, a na ropę naftową nie było wtedy zbyt wielu zastosowań, mogła więc płacić własnymi płodami rolnymi lub tkaninami.


Sztuka kupiecka polegała - jak już zawsze od tych czasów - na tym samym: kupieniu tanio i sprzedaniu drogo. A wino nigdy tanie nie było. Poza tym należało rozwiązać problem transportu ciężkiego towaru, jakim było wino w opakowaniu. Początkowo używano osiołków oraz skór, między innymi z tych samych osiołków, jako bukłaków na wino.


Później, gdy zaczęto korzystać z tratw i łodzi, używano ceramicznych ciężkich naczyń, dalekich przodków greckich amfor. Kupcy musieli poradzić sobie szybko ze swoim zadaniem, bo król i elita miejska czekali na nich niecierpliwi i spragnieni.


Wina i inne towary z rąk kupców trafiały do magazynu pałacu lub świątyni. Dopiero stamtąd były dystrybuowane wśród mieszkańców. Nie była to jednak sprzedaż, ale darowizna od władcy dla wybranych poddanych. Wino jako towar luksusowy, było przeznaczone w pierwszej kolejności dla króla i bogów, czytaj kapłanów, dopiero później mogli go dostąpić zwykli śmiertelnicy. Było zarazem symbolem statusu, więc popyt nie rósł proporcjonalnie do bogacenia się społeczeństwa.


Wraz z rozwojem miast i pojawieniem się niezależnych kupców, wino stało się szerzej dostępne. Pałac i świątynia wciąż odgrywały główną rolę w handlu dalekosiężnym, ale przybyło skłonnych do ryzyka i przygody kupców liczących na szybkie wzbogacenie.

Kościół mezopotamski

Sieć handlowa w naturalny sposób pokryła się ze szlakami dawnych wędrówek ludów.

Na skrzyżowaniach powstawały nowe miasta. Na wysuniętych punktach kupcy zakładali kolonie handlowe, by dzięki dłuższej obecności na miejscu lepiej pilnować interesów.

Wszystko to wygląda bardzo prosto, ale była w tym więcej niż przysłowiowa łyżka dziegciu. Tak jak dziś, Bliski Wschód nigdy nie był bezpieczną krainą. Wszędzie tliły się konflikty i niepokoje, które co kilka lat kończyły się lokalnymi wojnami, a co kilka pokoleń niszczycielskim najazdem jakiś ambitnych i agresywnych ludów na obce ziemie.

Każde z miast – państw miało swoje interesy, do tego zawsze w regionie czaiło się jakieś niebezpieczeństwo zewnętrzne. Co powstało, szybko było niszczone. Produkcja wina nie lubi braku stabilności i niepokoju. Ale pić chcieli zarówno zwyciężeni, jak i zwycięzcy.

I to właśnie konflikty, o ironio, pozwoliły ocalić ulotne informacje, które archeolodzy i filolodzy potrafili odnaleźć i odczytać. Pałace niszczone przez spieszących się i mało systematycznych w plądrowaniu najeźdźców, grzebały w swoich ruinach wiele ważnych dla zrozumienia epoki zabytków.

Zgliszcza i ruiny

Dwa oddalone od siebie miejsca, Mari w Syrii i Tel Kabri w Izraelu, przyniosły nadspodziewanie złożony obraz handlu i dystrybucji wina w pierwszej połowie II tysiąclecia p.n.e. Oba istniały długo, a zniszczono je szybko, ostatnim lokatorom nie dając czasu, ani na ucieczkę, ani tym bardziej przeprowadzkę.

W Mari archeolodzy odnaleźli ogromne archiwum pałacowe, a w Tel Kabri piwnice wypełnione naczyniami zasobowymi, mieszczącymi w sumie kilka tysięcy litrów wina.

Z tekstów z archiwum w Mari wyłania się obraz, podobny do sytuacji w południowej Mezopotamii tysiąc lat wcześniej. Pałac kontrolował poczynania kupców i wysyłał ich w odległe tereny, gdzie produkowano lub handlowano winem. Są też listy z poleceniami wydawania wskazanych ilości wina poddanym z dworu króla. Jest również korespondencja kupców, z której nie wprost wynika, że obawiali się utraty płynności finansowej, po realizacji rozrzutnych zleceń, za które król obiecywał zwrócić pieniądze, ale w nieokreślonej przyszłości.

W pałacu w Tel Kabri nie znaleziono póki co archiwum, ale natrafiono na piwnice pełne naczyń. Badania chemiczne wykazały, że trzymano w nich wina. Jak na razie jest to jedyny tak dobrze zachowany magazyn bliskowschodniego władcy.

Władcy miast Mezopotamii musieli mieć podobne składy, z których wydawali wina na uczty oraz na podarunki dla poddanych. Oczywiście znane są ich pałace, ale wyjątkowość Tel Kabri polega na znalezieniu wszystkich naczyń in situ, czyli w miejscu swojego użytkowania w przeszłości. Ich liczba daje pojęcie o ogromnej skali handlu i późniejszej dystrybucji wina. A należy pamiętać, że był to jedynie prowincjonalny pałac, króla, którego nawet nie znamy z imienia. Jaką pojemność musiały więc mieć składy wina wielkich władców Babilonu i Asyrii? Prawdopodobnie dziesiątki tysięcy litrów wina.

Ogromne rozmiary nie obroniły żadnego z bliskowschodnich pałaców. Poza nielicznymi wyjątkami, każdy z nich został zdobyty i zburzony, a wyposażenie piwnic rozgrabione.

Czas i rabusie dopełnili reszty zniszczenia. Wielka szkoda, że dziś znów dzieje się coś, co już w starożytności nie było niczym nowym na Bliskim Wschodzie.
Łukasz Wojnarowicz

Wstecz